Wędrowaliśmy do Maryi - refleksje pielgrzyma 13 sierpnia 1 300 pielgrzymów z diecezji po 5 (a dla dwóch grup po 6) dniach wędrówki i pokonaniu przeszło 100 km dotarło na Jasną Górę. Prowadziło ich 30 kapłanów, 10 kleryków oraz 5 sióstr zakonnych. Najmłodszy pielgrzym miał 2 miesiące, najstarszy - 77 lat. Tyle liczby, które jednak nie mówią niczego...

Wędrowanie

Droga... Istniejąca obiektywnie ścieżka, którą grupy poruszają do określonego celu prowadzone przez księży przewodników i służby porządkowe. Czasem to droga polna, czasem spokojna wiejska dróżka, nierzadko ruchliwa trasa. Przemierzenie jej wydaje się być sensem pielgrzymki, a wymierzenie w kilometrach pozwala po uwzględnieniu pogody (np. 46 stopniowego upału, w którym wyruszały 8 sierpnia grupy z Będzina i Jaworzna lub deszczu, który przemoczył wszystkich dzień później) przeprowadzić niemal matematyczny rachunek trudu włożonego w trasę. Ale ważniejsze wędrowanie odbywa się w nas, pielgrzymach. Dochodząc do Jasnej Góry chcemy wewnętrznie zbliżać się do Boga, doskonalić się, przekraczać granice nie tylko miejscowości, ale i samych siebie, własnych lęków i słabości.

Trasa pielgrzymki wyruszającej z Olkusza jest niezwykle malownicza. Mijamy lasy, wapienne ostańce jakich pełno na Jurze, w Mirowie nocujemy niemal u stóp ruin zamku, w Złotym Potoku nad samym stawem zawsze obleganym przez turystów. Piękno uwrażliwia, otwiera na Boga i skłania do wdzięczności. Ale pielgrzymka uczy także dziękować za to, co wydaje się przekleństwem. Jakie dziękczynienie śpiewać w deszczu, co krzyczeć na polu namiotowym, kiedy obok biją pioruny lub kiedy służby medyczne przebijają kolejnego bąbla? Tylko wierząc, że wszystko pochodzi od Boga jesteśmy zdolni przyjąć z wdzięcznością te doświadczenia.

Modlitwa

O zdrowie, nawrócenie, wyjście z nałogów, dobre żony i mężów, powodzenie na egzaminach i w szkole... Za rodziców, rodzeństwo, całe rodziny, przyjaciół, znajomych, kapłanów i kleryków... Lista intencji pisanych przez pielgrzymów i odczytywanych podczas codziennego różańca to pokazanie duchowego bagażu, który noszą w sercu i wypakują klękając na Jasnej Górze i patrząc w oczy Czarnej Madonnie. Niosą intencje swoje i swoich bliskich, modlą się w intencjach nadsyłanych przez internautów (codziennie były one odczytywane w jednej z grup), nie zapominają o potrzebach Kościoła (lokalnego i globalnego) i Ojczyzny.

Modlą się cały dzień. Modlą się różańcem, koronką, godzinkami, pieśniami i pobożnymi piosenkami, ale także każdym krokiem, a nawet ciszą pozwalającą nastawić się na słuchanie. Modlą się bólem i znoszonymi w pokorze niewygodami. Na Apelu w Złotym Potoku modlili się i budowali wspólnotę tańcem (jak co roku grupa zielono-czarna pokazała moc wiary radosnej, której niestraszne zmęczenie). Niezwykłą okazję do modlitwy dawała obecność na polu namiotowym Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. To zadziwiające, że inicjatywa, która pojawiła się dopiero w tym roku zyskała taki oddźwięk. Momentami ciężko było zmieścić się w namiocie-kaplicy, a chyba nie zdarzyło się by Pan Jezus pozostał sam. Przyjmowali Go podczas Mszy św., słuchali Jego Słowa, wierzyli, że towarzyszy im w drodze. Ale jednak nigdy nie było im dość żywego kontaktu z Nim. Podczas wspólnego Apelu adorowali go także w Mirowie, mogąc jednocześnie skorzystać z modlitwy wstawienniczej. Modlitwa za siebie nawzajem, za niby obcych ludzi, a przecież braci w pielgrzymowaniu. Potęga wspólnoty scementowanej Bogiem...

Wspólnota

"Bo nikt nie ma z nas tego, co mamy razem" – słowa tej piosenki są mocno wyświechtane... A jednak to prawda – każdy coś wnosi do grupy, służy jej jak umie, pomaga drugiemu, dzieli się jedzeniem i piciem (czasem także klejem do sklejenia sandała albo aerozolem na mrówki, które zadomowiły się w namiocie). Białe od soli z wyschniętego potu sutanny i zdarte głosy księży przewodników to wspaniały dowód ich służby, bliskości i poświęcenia. Ale przecież pielgrzymka to także ci, którzy nie zrobili niemal kroku – czuwali na polach, rozbijali namioty, gotowali, organizowali logistykę. Ta wspólnota obejmuje także tych, których życzliwości było nam dane zaznać – codzienna dostawa bułek, serków i lodów od ks. Jana Szkoca dawała ulgę nie tylko naszym żołądkom – lżej robiło się także na duszy. Lżej było jeśli ktoś podarował jabłka, pozwolił się umyć czy naładować baterię w telefonie, albo spryskał w upalny dzień chłodną wodą. A czasem po prostu zwyczajnie uśmiechnął się i pomachał kiedy przechodziliśmy obok.

Piękny dowód wspólnoty całej diecezji dali jej Pasterze – Ksiądz Biskup Piotr Skucha odprawiający Mszę rozpoczynającą pielgrzymkę w Olkuszu oraz Ksiądz Biskup Grzegorz Kaszak celebrujący Eucharystię w Mirowie oraz spowiadający podczas drogi i nabożeństwa pokutnego w Trzebniowie. To, że jesteśmy jedną wielką pielgrzymkową rodziną przypomniała Msza św. w Złotym Potoku, której przewodniczył dyrektor Pielgrzymki Zagłębiowskiej, a koncelebrował m.in. Koordynator Ruchu Pielgrzymkowego w Polsce ks. Marian Janus. W Podzamczu nie zabrakło neoprezbiterów, którzy po Mszy udzielili swojego błogosławieństwa.

Pielgrzymi pokazali także, że potrafią się dzielić nie tylko dobrem duchowym, powierzając intencje innych ludzi, ale także materialnym. 9 sierpnia w nocy, podczas burzy jaka rozpętała się w Ryczowie tuż obok pola namiotowego zapalił się dom. Pątnicy nie tylko wsparli akcję ratunkową (jeden z nich wyniósł z pożaru 90-letnią mieszkankę), ale także na drugi dzień zebrali ofiary na tacę (niemal 5,5 tys. zł.) z przeznaczeniem na odbudowę domu.

j.c.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież